Z tej krwi powstała wolna Polska

Dziś idę walczyć – Mamo, Może nie wrócę więcej, Może mi przyjdzie polec tak samo, Jak tyle, tyle tysięcy – tak pisał uczestnik zrywu niepodległościowego w sierpniu 1944, dwudziestodwuletni poeta Józef Andrzej Szczepański ps. „Ziutek”, autor słynnego „Pałacyka Michla”.

1 sierpnia obchodziliśmy 68. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Wydarzenia stanowiącego kolejny tragiczny epizod w naszej historii, które mimo upływu lat nadal rozpala emocje i prowokuje gorące, pełne napięcia, niekiedy wręcz zacietrzewienia dyskusje, podczas których, zbyt często, koncentrując się na polityczno-dyplomatycznych czy strategiczno-militarnych aspektach, gubi się czysto ludzki wymiar tych dramatycznych 63 dni . A były to dni niezwykłe. Pełne nadludzkiego heroizmu, bojowego uniesienia, powszechnego entuzjazmu, rzadko spotykanej ofiarności czy ludzkiej solidarności. Były to dni gdy Warszawiacy, po pięciu latach okrutnej niemieckiej okupacji, mogli wziąć odwet na hitlerowskich oprawcach i choć przez krótką chwilę cieszyć się wolnością. Były to niestety również dni niewyobrażalnych cierpień, przerażających i wstrząsających historii będących owocem bestialstwa niemieckich żołdaków, wśród których prym wiedli kryminaliści Dirlewangera, czy ich wschodnich sojuszników. Ale powstańcy nie byli beznadziejnymi straceńcami. Walczyli o honor, o godność, ale przede wszystkim walczyli za największą według nich świętość – za Ojczyznę. To dla Polski poświęcili swoją  młodość, będąc gotowymi w każdej chwili złożyć w ofierze, na ołtarzu jej wolności, najcenniejszy dar – własne życie.

Chłopcy silni jak stal, oczy patrzą się w dal nic nie znaczy nam wojny pożoga. Hej, sokoli nasz wzrok, w marszu sprężysty krok i pogarda dla śmierci i wroga!” pisał o powstańcach Józef Andrzej Szczepański.

 Szczególnie poruszające są losy najmłodszych powstańców. Zamiast beztroskiego dzieciństwa, upływającego na nauce, zabawach i psotach, życie zafundowało im, cytując innego poetę powstańca Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, mroczny czas – wojenną rzeczywistość. Z konieczności przedwcześnie dojrzali, bez wahania i z oddaniem zdawali swój egzamin z patriotyzmu wśród płonącymi domów i zabarykadowanych ulic naszej stolicy. Jednym z nich był 11-letni Wojtek Zalewski ps. Orzeł Biały, który zginął w 21. dniu powstania. Był łącznikiem i musiał przemieszczać się z ważnymi informacjami pomiędzy, często od siebie odciętymi, powstańczymi oddziałami. Jak mu się to udawało? Tego nam już nigdy nie opowie. 

Dla mnie postawa uczestników Powstania Warszawskiego jest najwyższym świadectwem patriotyzmu. Wzorem trudnym do naśladowania. Dlatego niezwykle przykre i niezrozumiałe dla środowiska powstańców muszą być opinie, mówiące o bezsensie ich czynu, poświęcenia, cierpień, śmierci najbliższych, przyjaciół i kolegów. Tak  jednoznacznymi sądami wyrządza się tym ludziom wielką krzywdę. W 1944 roku wykrwawiali się na oczach bezczynnie stacjonujących po drugiej strony Wisły wojsk sowieckich, wypełniających cyniczne rozkazy Stalina, realizującego, bez skrupułów, kolejny punkt programu sowietyzacji Polski, a teraz w jesieni swojego życia muszą wysłuchiwać takich opinii.

Czeski historyk Vilém Prečan przestrzegał, że są rzeczy, wokół których powinno się chodzić na palcach, pisząc o wydarzeniach, podczas których ludzie narażali życie i byli gotowi oddać w ofierze to co najcenniejsze, niezależnie czy kierowali się poczuciem obowiązku, ludzką odpowiedzialnością, wiernością zasadom moralnym czy po prostu sprzeciwem wobec niesprawiedliwości i okrucieństwu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że tej delikatności, subtelności i wyczucia zbyt często brakuje w dyspucie dotyczącej Powstania Warszawskiego, którego uczestnikom, bez cienia wątpliwości, należy się najwyższa cześć i uznanie.

Subscribe
Powiadom o

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments