Oglądając kilka lat temu film „Accidents Happen” czyli „Wypadki się zdarzają”, nie przypuszczałem, że użyję kiedyś jego tytułu do opisu moich wakacyjnych przeżyć. Tak to już jest, że nieodłącznym elementem naszego życia jest nieprzewidywalność. W jej efekcie przytrafiają nam się nieoczekiwanie miłe albo nieprzyjemne sytuacje. Do nieprzyjemnych należą urazy i zachorowania w następstwie wypadków. Wypadki rzecz jasna, jak świat światem, zdarzały się, zdarzają i będą zdarzać. Problem polega jednak na tym, że część z nich nie musiałaby się wydarzyć i powiększać puli nieszczęśliwych wydarzeń, sumując się z tymi, których nie jesteśmy w stanie w żaden sposób przewidzieć, ani im zapobiec. Nie musiałaby, gdyby nie prowadzące do zaniedbań niefrasobliwość, niestaranność w wypełnianiu obowiązków, dziecięca wręcz naiwność, że jakoś to będzie i nic złego się nie stanie. Dość często przypadkowymi ofiarami takiego niedbalstwa stają się zupełnie postronne osoby. Niestety do grupy ofiar ludzkiej bezmyślności podczas obecnego urlopu dołączyłem i ja. Chcąc sprawić synom radość zabrałem ich na położone przy hotelu boisko, żeby się poruszać, pobiegać, zagrać w piłkę. Skończyło się to utratą równowagi…..a impet uderzenia podczas upadku w połączeniu z przeniesieniem całej wagi ciała na jedną rękę… to musiało, zgodnie z prawami fizyki, skończyć się tak jak się skończyło. Złamaniem obu kości przedramienia w miejscu największego przeciążenia, czyli tam gdzie kość promieniowa i łokciowa łączą się z kośćmi nadgarstka. Jakby tego było mało próba zamkniętej repozycji złaman ia, czyli nastawienia bez operacji, zakończyła się niepowodzeniem i konieczne było operacyjne przywrócenie prawidłowych warunków anatomicznych oraz stabilizacja pękniętych kości za pomocą metalowych płytek. Tak więc pierwsze dni wczasów, zamiast z rodziną, musiałem spędzić na ortopedii. W tym miejscu chciałbym serdecznie podziękować za fachową opiekę personelowi Oddziału Ortopedii i Traumatologii Narządu Ruchu z pododdziałem Chirurgii Ręki w Wejherowie oraz panu, który bardzo mi pomógł w dniu wypadku, bo na pomoc personelu hotelu nie mogłem niestety liczyć. Oczywiście nie mógłbym nie wspomnieć, w jak najcieplejszych słowach, o mojej żonie Ani, która dzielnie, przez okres mojego pobytu na oddziale, sama sobie radziła z trójką dzieci, jednocześnie w napięciu oczekując na informacje ze szpitala. Na szczęście pozostałą część wczasów, już bez żadnych sensacji, spędziłem z najbliższymi i szczęśliwie udało nam się wrócić do domu. Chciałbym też w tym miejscu, przy okazji, przeprosić wszystkich Państwa za mniejszą w najbliższych tygodniach moją aktywność w sieci, ale praca jedną ręka na komputerze to naprawdę spore wyzwanie.
Subscribe
Login
0 komentarzy