Stawiamy na rozsądek i młodość

Margaret Thatcher zauważyła kiedyś, że nikt by nie pa­miętał o dob­rym Sa­mary­tani­nie, gdy­by miał tyl­ko dob­re in­ten­cje, a żeby przejść do his­to­rii, mu­siał mieć też pieniądze. Podobnie sytuacja wygląda w samorządzie. Oświata, straż pożarna, kluby sportowe, inwestycje, bieżące wydatki związane z utrzymaniem infrastruktury itd. – potrzeby finansowe w gminie są ogromne, a dostępność środków ograniczona. Same dobre chęci tu nie wystarczą. Konieczne są rozsądek i pragmatyzm w gospodarowaniu i zarządzaniu posiadanymi zasobami, a jednocześnie kreatywność, upór i aktywność w szukaniu i zdobywaniu dodatkowych źródeł finansowania, bez których trudno wyobrazić sobie, aby można było udźwignąć ciężar, wynikający ze zobowiązań oraz oczekiwań lokalnej społeczności.

Chcąc być prorozwojowymi i konkurencyjnymi gminy nie mają wyjścia – muszą się zadłużać. Najczęściej jest to również jedyna droga, aby móc skutecznie ubiegać się o wielomilionowe dotacje. W tym miejscu muszę wyjaśnić, że aplikowanie po środki unijne, po które również nasza gmina z powodzeniem sięga, wymaga posiadania wkładu własnego. To zazwyczaj kilkanaście lub kilkadziesiąt procent całości dofinansowania, których posiadanie jest warunkiem koniecznym pozyskania tych funduszy. A zatem dla wójtów, burmistrzów, czy prezydentów w tej kwestii nie ma alternatywnej drogi. Żeby móc realizować kolejne etapy budowy kanalizacji, wodociągów, dróg, chodników, czy remontować szkoły muszą sięgać po kredyty. Działania te wprawdzie powodują zadłużanie gminnych budżetów, ale podejmowane są w imię wspólnego dobra. Wymuszają jednocześnie na włodarzach gmin konieczność odpowiedzialnego myślenia i dalekowzroczności, ponieważ zaciągnięte zobowiązania należy spłacić. Pamiętajmy też, że po spłaceniu pożyczek, to co zostało zrobione w gminie pozostanie, a więc zyskują na tym wszyscy mieszkańcy. Dlatego nie widzę nic nagannego w zadłużaniu się samorządów i szczerze mówiąc nie znam takiego, który by po kredyty nie sięgał. Są nawet takie, które pożyczając pieniądze zbliżają się do górnego pułapu, na jakie pozwalają przepisy.

Z jednej więc strony więc samorządy rozglądają się za dodatkowymi środkami, z drugiej natomiast szukają możliwości ograniczenia wydatków. Niektóre źródeł oszczędności upatrują w przekształceniach dotyczących oświaty. Pojawiają się tu pomysły nawet bardzo radykalnych rozwiązań. Władze Iwanowic, jednej z małopolskich gmin, zdecydowały się niedawno na likwidację wszystkich gminnych szkół. Od 1 września mają je zastąpić niepubliczne placówki. Dla uczniów oznacza to zapewne niewielkie zmiany(?). Inaczej jednak sytuacja przedstawia się, jeżeli chodzi o nauczycieli. Dla nich oznacza to pracę de facto za mniejsze wynagrodzenie, a niekiedy nawet konieczność redukcji zatrudnienia. Raport NIK wykazał też, że właśnie w szkołach niepublicznych pracuje większa liczba młodszych pedagogów. Jestem jak najdalszy od prób ujmowania czegokolwiek młodym nauczycielom, czy podważania ich kompetencji, ale trudno nie postawić w tym miejscu pytania, czy w każdym przypadku młodość jest wystarczającym ekwiwalentem doświadczenia? Poza tym, szkoły niepubliczne to placówki, na które samorząd ma dużo mniejsze możliwości oddziaływania. Również nie zawsze rodzice posiadają wpływ na to, co się w nich dzieje, ponieważ podlegają one innym rozwiązaniom prawnym.

Owszem szkoły niepubliczne są dla samorządu tańsze, ale, jak doskonale wszyscy wiemy, tańsze nie koniecznie musi oznaczać lepsze. Są sfery życia publicznego, a do takich należy oświata, gdzie próby oszczędzania, doraźność i tymczasowość rozwiązań, szukanie skrótów, to w prostej linii droga na manowce. Dlatego jestem przeciwnikiem takich rozwiązań. Dobra edukacja wymaga spokoju i długofalowej polityki. Nie można jej zamknąć w jednorocznym cyklu. Zapewniam, o czym zresztą nie po raz pierwszy piszę na moim blogu, że na oświacie w gminie Skrzyszów nikt oszczędzać nie zamierza! Na przykład w 2014 r. na edukację w naszej gminie wydaliśmy w sumie 17 132 572,89 zł i nie żałujemy ani jednego wydanego grosza! Wiemy doskonale, że to długoterminowa inwestycja w młode pokolenie, które dobrze wykształcone, będzie naszym największym kapitałem na przyszłość.

Jestem przekonany, że tak właśnie się stanie. Miałem ostatnio prawdziwą przyjemność odbyć kilka spotkań w szkołach i porozmawiać z młodymi ludźmi pełnymi pasji, fantazji oraz ciekawych pomysłów. Słuchając ich nawet troszkę im zazdrościłem, że mogą żyć w tak ciekawych czasach, stwarzających wiele możliwości rozwoju na licznych polach aktywności. Namawiałem ich do zaangażowania się w powstającą właśnie Młodzieżową Radę Gminy. To ciało doradcze, które ma pomagać i podpowiadać w tworzeniu rozwiązań dotyczących problemów młodzieży. Można rzec, że to urzeczywistnienie zasady nihil de nobis sine nobis, czyli nic o nas bez nas. Taka rada to zarazem znakomita okazja do zdobycia pierwszych doświadczeń w działalności publicznej. Poznanie zasad sztuki debaty, erystyki, wystąpień publicznych czy przygotowania dokumentów, pism i oświadczeń, to bezcenny kapitał u progu dorosłego życia. Osobiście z powołaniem Młodzieżowej Rady Gminy wiąże spore nadzieję. Liczę na to, że okaże się pomocnym i poważnym partnerem w naszej publicznej dyskusji na forum gminnym.

Subscribe
Powiadom o

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments