Rodzice moja serca radość

„Cudownych rodziców mam” – któż z nas nie zna tej piosenki Urszuli Sipińskiej? Niejednemu z nas też zapewne podczas jej słuchania zakręciła się łza w oku – dowód niekłamanego wzruszenia, będącego świadectwem miłości do tych, dzięki którym przyszliśmy na ten świat i dzięki którym jesteśmy tym kim jesteśmy.Z reguły staram się oddzielać życie prywatne od zawodowego i na tyle, na ile to możliwe strzec prywatności własnej i rodziny. Tym razem, wyjątkowo, z racji szczególnej okazji, postanowiłem odstąpić od tej zasady i podzielić się z Państwem bardzo osobistymi przemyśleniami, dotyczącymi moich rodziców. Okazja tą są ich Koralowe Gody czyli trzydziesta piąta rocznica ślubu, którą Dostojni Jubilaci świętowali w minioną niedzielę. Chciałbym tym wpisem, na moim blogu, wyrazić im wdzięczność za wszystko co dla mnie zrobili oraz za to kim dla mnie, przez wszystkie lata mojego życia, byli i kim są nadal – oby jak najdłużej !Co mogę powiedzieć o moich rodzicach? Bardzo wiele dobrego ! Ponieważ jednak konwencja tego miejsca narzuca pewne ograniczenia, co do ilości tekstu, ujmę to w wielkim skrócie. Moi rodzice byli moimi pierwszymi i najbardziej cierpliwymi nauczycielami, pokazali mi piękno tego świata, wpoili mi wartości będące do dziś stałym punktem oparcia i drogowskazem w mojej ziemskiej wędrówce.Nauczyli mnie, że człowiek nie żyje sam dla siebie, że trzeba być otwartym na innych ludzi, że należy postępować tak, aby nie krzywdzić innych. To z domu rodzinnego wyniosłem przekonanie, że dzięki pilnej nauce i uczciwej pracy można w życiu spełniać swoje marzenia, osiągać stawiane cele, że dobre wykształcenie to solidny fundament na którym można budować swoja przyszłość. Wreszcie rodzice przekazali mi najważniejsze wartości, stanowiące właściwie sens naszego życia, z których czerpiemy siły, aby pokonywać trudy codzienności czyli kochająca się rodzina, pełen ciepła dom, dzieci-nasza nadzieja na przyszłość, tradycja.Rodzice są dla minie, do dziś, niedoścignionym wzorem i niezachwianym autorytetem, niestrudzonymi i pewnymi przewodnikami pośród zawiłości naszego życia, najwierniejszymi i sprawdzonymi przyjaciółmi. Chociaż wchodzą powoli w jesień życia, wciąż chętnie służą mi światłą radą, która zawsze przychodzi w najbardziej odpowiednim momencie. Dla moich rodziców wciąż jestem Marcinem, Marcinkiem, ani przez moment panem wójtem. – Zobaczysz, to szybko mija, ale pamiętaj człowiekiem jest się zawsze, wójtem bywa – przypomina mi mama.Św. Augustyn pisał: „Życie rodziców jest księgą, którą czytają dzieci”. Dla mnie jest to najlepsza, najbardziej pouczająca i niezwykle inspirująca lektura, do której pragnie się wracać z niegasnąca ochotą, kiedy to tylko możliwe. Zdaję sobie jednak sprawę, że dla mnie, podobnie jak dla polskiego dramaturga Jan Kurczaba „Rodzice są wiecznie nie doczytaną książką”.Tak sobie czasami myślę. Każdy z nas, w życiu prywatnym i zawodowym musi mierzyć się z przeróżnymi trudnymi zadaniami i stawiać czoła przeciwnościom. Jednak żadne z nich nie dorównuje wyzwaniu jakim jest wychowywanie dzieci.Osobiście, w tej kwestii, czuje się wielkim szczęściarzem. Mam kochających rodziców, którzy najtrudniejszy egzamin, egzamin z rodzicielstwa, zdali celująco, przekazując mi wartości, które ukształtowały moją osobowość i które ja z pewnością będę się starał przekazać swoim dzieciom. Mam nadzieję, że mając tak wspaniały wzór, podołam temu zadaniu.
Subscribe
Powiadom o

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments