Problemy z zasięgiem – o co tak naprawdę chodzi?

Okresowy całkowity brak zasięgu sieci oraz niestabilność sygnału telefonii komórkowej stały się w naszych domach od pewnego czasu zjawiskami codziennymi. Sprawa ta w gminie Skrzyszów ostatnio wywoływała wiele emocji, wielokrotnie też była dyskutowana, chociażby podczas niedawnych spotkań wiejskich. Problem nie jest błahy. Dla wielu osób telefon komórkowy jest narzędziem pracy, dla rodziców jest jednym z elementów zwiększających bezpieczeństwo ich pociech, dla każdego jest szansą na szybkie wezwanie pomocy w sytuacji nagłego zagrożenia życia, zdrowia, czy mienia. Mając to na uwadze, natychmiast po pierwszych sygnałach dotyczących problemu, podjąłem się próby wyjaśnienia sprawy u źródła, oczekując wyczerpujących informacji i jednocześnie konkretnych deklaracji, co do terminów poprawy sytuacji z sygnałem na terenie gminy. Niestety, napotkałem na opór materii którego nie spodziewałem się i którego ( przynajmniej wówczas) kompletnie nie mogłem zrozumieć. Operatorzy stosowali różne uniki, próbowali skierować uwagę na nieczyste, ich zdaniem, działania konkurencji, raczyli mnie mało przekonującymi zapewnieniami, że cały czas, w pocie czoła, ich najlepsi specjaliści pracują nad rozwiązaniem problemu i że szczęśliwy finał jest tuż , tuż … A tym czasem … koń jaki jest każdy widzi – jak pisał ks. Benedykt Chmielowski w pierwszej polskiej encyklopedii powszechnej.

Ciekawe światło na całą sprawę rzuca artykuł zamieszczony w ostatnim wydaniu magazynu „Forbes”, autorstwa F. Kowalika i P. Kornaszewskiego pt.”Solorz idzie na wojnę”, dotyczący właśnie rynku telefonii komórkowej. Oto jego fragment:

„… sytuacja na rynku nie jest wesoła: w efekcie spadku stawek hurtowych oraz walki na oferty nielimitowane trzem największym graczom od dwóch lat spadają przychody (…) kiedyś operatorzy konkurowali zasięgiem, słuchawkami czy skomplikowanymi cennikami, dziś pozostaje walka ceną (…) W Polsce tę korzystną dla klienta wojnę nakręca Play, który równo odbiera przychody pozostałej trójce, w imponujący sposób zwiększając sobie EBITDA (w ciągu ostatniego roku z 323 mln do 1,1 mld złotych). Reszcie pozostaje ciąć koszty. A Orange i T-Mobile, mając wspólną spółkę Networks!, mogą generować dodatkowe oszczędności na kosztach infrastruktury. Zamiast stawiać nowe maszty, zmniejszyli liczbę ze wspólnie posiadanych 13 tys. do 10 tys., gdy tymczasem Polkomtel potrzebuje więcej masztów; nawet 10 tysięcy (dysponuje 7 tys.). Kupuje je zresztą od Networks!…”

Tyle artykuł. Nie chciałbym wyciągać daleko idących wniosków, ale… jak już wcześniej pisałem, od początku w całej tej sprawie coś mi nie grało, zwłaszcza że operatorzy, co innego mówili indywidualnym abonentom, próbującym na własna rękę uzyskać jakieś informacje za pośrednictwem infolinii, a co innego słyszałem ja, gdy się do nich zwracałem z zapytaniem, jako wójt.

Cała sytuacja pokazuje jak ciężka i nierówna batalia czeka nie tylko samodzielnego klienta, ale też urząd w dochodzeniu swoich praw od gigantów rynku telekomunikacyjnego. A nikt poważny chyba nie ma wątpliwości, że w chwili obecnej nagminnie łamane jest prawo abonentów telefonii komórkowych do świadczenia usług na poziomie zapewniającym możliwość ciągłego, bezproblemowego korzystania z telefonu czy internetu. Historia ta przypomina wręcz biblijne zmagania Dawida z filistyńskim olbrzymem. Wtedy wygrał słabszy a teraz?

Subscribe
Powiadom o

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments