Witaj szkoło, nasza dobra szkoło,
Przyjmij nas radośnie, miło i wesoło,
Bo wracamy wypoczęci i szczęśliwi,
Mamy mnóstwo dobrych chęci, wiele siły.
Tak brzmią słowa popularnej piosenki śpiewanej z okazji rozpoczęcia roku szkolnego. Niestety sytuacja w oświacie w roku szkolnym 2012/2013 nie jest ani radosna, ani miła, ani wesoła. Ostatni dzwonek przed wakacjami okazał się być rzeczywiście ostatnim w wielu szkołach i dla wielu nauczycieli.
727
O tyle, według raportu Ministerstwa Edukacji Narodowej, zmniejszyła się liczba szkół, w porównaniu z poprzednim rokiem szkolnym. W tylu szkołach nie zabrzmiał w poniedziałek dzwonek i nie wypełniły się gwarem uczniowskim szkolne korytarze.
Winowajcami są niż demograficzny, nowa podstawowa programowa w szkołach ponadgimnazjalnych, kryzys ekonomiczny. Ale czy tylko? To , co obecnie dzieje się w oświacie, to efekt wieloletnich zaniechań. Od dłuższego czasu dyskutuje się nad nowym modelem pracy nauczyciela. Dyskutuje się, dyskutuje i … póki co na dyskusjach się kończy. Tymczasem nie ulega wątpliwości, że zmiany są konieczne. Piszę to między innymi jako były nauczyciel, który od podszewki poznał tę trudną i odpowiedzialną pracę. Jestem przekonany, że obecnych zwolnień w oświacie można byłoby uniknąć, gdyby właściwe decyzje podejmowano jeszcze w czasach wyżu demograficznego.
Można by się zastanawiać skąd te problemy, dyskusje, spory, skoro przecież jeszcze kilka lat temu nikt nie podnosił otwarcie kwestii konieczności reform. Jak już wspomniałem, w olbrzymim stopniu odpowiedzialny jest za to niż demograficzny. Subwencja naliczana jest od liczby uczniów, a ta nieustannie spada. Jeżeli jeszcze kilka lat temu w każdej klasie było o kilkoro uczniów więcej niż teraz, to mnożąc tę różnicę przez ilość oddziałów w gminie wychodzi, że średnio subwencja była nawet o kilka milionów większa niż teraz. Należy zaznaczyć, że liczba nauczycieli praktycznie się nie zmieniła. Pieniędzy było pod dostatkiem, więc nikt nie protestował.
Sytuacja uległa jednak zmianie. Marek Aureliusz pisał „Nie należy się gniewać na bieg wypadków, bo to ich nic nie obchodzi.” Więc zamiast narzekać i zaklinać rzeczywistość, trzeba zacząć działać. Potrzebne są: wola polityczna przeprowadzenia zmian systemowych i odwaga w podejmowaniu trudnych decyzji po stronie rządzących, odpowiedzialne zachowanie po stronie środowiska nauczycielskiego oraz mądry plan reform.
Jako przedstawiciel samorządu, dźwigającego na co dzień główny ciężar finansowania oświaty, postanowiłem spróbować zmierzyć się z tym trudnym tematem, przedstawiając własne propozycje zmian w systemie edukacji.
Zmiany te są, moim zdaniem, bardzo ważne dla samorządu, a jednocześnie nie są krzywdzące dla nauczycieli. Na początek przypomnę (przedstawiane wielokrotnie, również na tym blogu) swoje zdanie odnośnie prywatyzacji jednostek oświatowych – jestem jej zdecydowanym przeciwnikiem. Zmiany jednak muszą nastąpić. Poniżej zaprezentuję trzy istotne punkty mojej propozycji “reformy oświatowej” dotyczące bezpośrednio finansów.
Pierwszym punktem jest zmiana sposobu przyznawania i finansowania rocznego urlopu dla poratowania zdrowia. Tylko w poprzednim roku przebywało na nich w całej Polsce 14,5 tys. pedagogów. Gminy, oprócz wypłacania im pensji, muszą dodatkowo pokrywać koszty wynagrodzenia osób, które ich zastępują. Obciąża to bardzo finanse gminy. Racjonalnym wydaje się przekazanie decyzyjności o przyznaniu urlopu oraz finansowaniu go w całości przez ZUS.
Druga propozycja dotyczy wypłaty dodatku wyrównawczego. Gminy są obecnie zobowiązane do wypłaty nauczycielom tzw. wyrównania do średniej krajowej. Nie mówię, że nauczycielom się nie należy, ale skoro Ministerstwo Edukacji Narodowej gwarantuje to wyrównanie, to także powinno na siebie przejąć jego finansowanie, a nie obciążać tym budżetu Gminy.
Na koniec problem najważniejszy dla budżetu gminy (od strony finansowej) – przedszkola, będące wyłącznie na garnuszku samorządów. A przecież o wiele bardziej racjonalnym rozwiązaniem byłoby, gdyby budżet państwa partycypował w ich utrzymywaniu przez pokrywanie np. połowy kosztów związanych z ich funkcjonowaniem. W czym przedszkola są gorsze od szkoły? Oto jest pytanie? Tym bardziej, że jest obowiązek wychowania przedszkolnego i Gmina musi zapewnić opiekę przedszkolną dla dzieci 5 i 6 letnich.
Nie proponuję natomiast zmian w pensum. Uważam, również na podstawie własnego doświadczenia, że nauczyciel musi mieć odpowiednią ilość czasu, jeżeli chce dobrze przygotować się do zajęć, aby przedstawić materiał w sposób ciekawy i atrakcyjny. Dlatego jestem przeciwnikiem manipulowania przy ilości godzin pensum. Jeśli doliczymy jeszcze sprawdziany, kartkówki, wypracowania, wycieczki…. zdecydowane nie!
Ponadto w obecnej sytuacji zmiany w pensum musiałyby pociągnąć za sobą kolejne zwolnienia, a przecież mamy już spore bezrobocie.
Uważam, że mój głos w dyskusji dotyczącej reformy systemu oświaty zawiera propozycje rozsądnego kompromisu, uwzględniającego, z jednej strony ciężką sytuację gospodarczą, a z drugiej wykazującego zrozumienie dla trudnej i odpowiedzialnej pracy nauczyciela. Warto dodać, że zmiany ,które proponuję, nie powodują konieczności redukcji ilości etatów w szkołach, nie pogorszą jakości kształcenia ,a z pewnością poprawią kondycję finansową gmin.
Wszyscy mamy świadomość, że zmiany są konieczne. Brak zmian systemowych, w sytuacji kryzysu ekonomicznego nałożonego na niekorzystne wskaźniki demograficzne, to prosta droga do dalszej redukcji etatów i zamykania kolejnych szkół. A to scenariusz najgorszy z możliwych.
Kończąc, pragnę przytoczyć słowa Ignacego Jana Paderewskiego „Najważniejszą rzeczą w życiu jest świadomość spełnienia obowiązku”.