Przed nami lata, które powinny być latami rozwoju. Tak oceniam to, co czeka nas w najbliższej przyszłości. Do 2020 roku do naszego kraju z budżetu Unii Europejskiej, trafi 105,8 mld euro, czyli około 440 mld złotych. To olbrzymia kwota. Znacznie większa od tej, którą przyznano Polsce na lata 2007–2013. Kolejną dobrą informacją jest wynegocjowanie kwalifikowalności podatku VAT. Jest to o tyle istotna zmiana, że oznacza faktycznie wzrost poziomu dofinansowania do każdej inwestycji, w wysokości obowiązującej stawki podatku.
Jak przekonują znawcy tematyki europejskiej, Polska obecnie stała się największym beneficjentem funduszy unijnych. Jest to niewątpliwie ogromny sukces rządu, i myślę, że powinniśmy ten fakt zachować w pamięci. O korzystnym wpływie środków europejskich na rozwój naszej Ojczyzny, możemy również przekonać się na przykładzie gminy Skrzyszów. Dzięki nim udało się nam przeprowadzić kilka naprawdę ważnych inwestycji. A musimy pamiętać, że działo się to w okresie kiedy pieniądze z UE płynęły dużo węższym strumieniem.
Dotacje o których piszę, dotyczyły nie tylko tzw. twardych projektów. Korzystano z nich także przy finansowaniu szeregu szkoleń oraz innych projektów, z niezaprzeczalną korzyścią dla mieszkańców naszej gminy. Ściąganie środków zewnętrznych, w tym środków z Unii Europejskiej, to dla mnie ogromne wyzwanie, od pierwszych dni urzędowania. Dlatego też w perspektywie nowego rozdania eurośrodków, zamierzam zrobić wszystko, żeby jak największa ich ilość trafiła do gminy Skrzyszów.
Niestety, nie można nie zauważyć łyżki dziegciu, psującej smak tej wielkiej beczki miodu. Wielokrotnie na tym blogu pisałem o nowej ustawie o finansach publicznych (uofp), a zwłaszcza artykule 243, mającym decydujący wpływ na możliwość zaciągania przez gminę kolejnych zobowiązań finansowych. Patrząc na aktualne zadłużenie niektórych samorządów (Warszawa ok 46%, Poznań ok 66%, Kraków ok 56%, Tarnów ok 48%), pojawia się wątpliwość, czy będą one w stanie skorzystać z nowych środków. Wskaźnik 60% limitu zadłużenia przestaje obowiązywać, ale ów nieszczęsny, wspominany już wcześniej przeze mnie wzór, powoduje, że ze wzrostem zadłużenia wzrosną raty od kredytów i pożyczek, a to z kolei pogarszając omawiany wskaźnik praktycznie zablokuje możliwości zaciągania nowych zobowiązań, na pokrycie wymaganego wkładu własnego w planowane przedsięwzięcia. Przytoczyłem te miasta nie bez powodu. Są one jednymi z większych beneficjentów funduszy europejskich. Przy obecnych uregulowaniach prawnych niemożliwe jest by samorządy, których budżet wynosi mniej niż 100mln złotych rocznie, mogły w całości wchłonąć tak ogromne, a przecież tak potrzebne środki. Jeszcze innym aspektem, również pogarszającym ów współczynnik, jest wzrost wydatków na rachunkach bieżących związanych z utrzymaniem dotychczasowych inwestycji. Niezbędne zatem stają się zmiany aktualnego stanu prawnego, usuwające tamy z szerokiego strumienia finansowego płynącego z UE do samorządów. W przeciwnym razie ów wielki sukces negocjacyjny przerodzi się niechybnie w jeszcze większą, spektakularną porażkę. Jestem pewien, że rządzący są tego również w pełni świadomi, dlatego mimo wszystko, jestem dobrej myśli.