Wrzesień to szczególny miesiąc w kalendarzu szkolnym. Kończą się dwumiesięczne wakacje, a zaczyna nowy rok szkolny, co u młodych ludzi budzi często przeciwstawne emocje. Z jednej strony bowiem, to koniec wakacyjnej beztroski i przygody oraz powrót do obowiązków, z drugiej, ponowne spotkanie z kolegami, przyjaciółmi, możliwość zdobycia nowej wiedzy, nabycia kolejnych umiejętności. Nie trzeba nikogo chyba przekonywać, że jest to kapitał, którego nikt nie jest w stanie człowiekowi odebrać, zwiększający szanse na lepszą przyszłość. Warto też zauważyć, że w szkole zdobywamy wiedzę nie tylko „podręcznikową”. To także miejsce, gdzie kształtują się relacje międzyludzkie, gdzie uczymy się życia w społeczeństwie. W latach szkolnych nawiązywane są trwałe przyjaźnie, pojawiają są pierwsze doświadczenia uczuciowe. Tak więc szkoła ucząc życia, stwarza szanse, że w dorosłe życie wkroczą odpowiedzialne i świadome czekających ich wyzwań osoby. Nic więc dziwnego, że dla każdego, kto w jakikolwiek sposób jest związany ze sprawami oświaty, 1 września jest ważnym dniem. Mam na myśli uczniów, nauczycieli, rodziców, pracowników placówek oświatowych, ale także, przynajmniej, w naszej gminie, samorząd gminny.
Słowo przynajmniej nie jest tu przypadkowe. Punkt widzenia na kwestie edukacji nie jest wspólny dla wszystkich samorządów lokalnych. Trudno oprzeć się wrażeniu, że istnieją gminy, w których konieczność finansowania oświaty traktowana jest jako bardzo uciążliwy obowiązek i w ślad za tym podejmowane są kroki, mające na celu zminimalizowanie dokuczliwości płynących z tego tytułu. Krótko mówiąc- próbuje się na oświacie oszczędzić tyle ile można. Przy każdej okazji podkreślam, że nie rozumiem takiego krótkowzrocznego sposobu myślenia. Wykształceni obywatele to najwyższy skarb dla każdej społeczności – to bezsprzeczny fakt i tu nie ma pola do dyskusji! Od początku swojego urzędowania postawiłem sprawy jasno – w gminie Skrzyszów nie będziemy oszczędzać na oświacie. Na początku, siłą rzeczy, były to tylko deklaracje, ale kolejne lata udowodniły, że nie były one pustymi obietnicami. O efektach inwestowania w edukację w naszej gminie, nie tak dawno, miałem prawdziwą przyjemność pisać również na tym forum. Wyniki osiągnięte przez naszych uczniów w egzaminach szóstoklasistów i gimnazjalnych mówią same za siebie. A przecież to nie wszystko, czym możemy się w tej kwestii pochwalić. Wspieramy szkoły także infrastrukturalnie. Organizujemy dla uczniów dodatkowe lekcje, stworzyliśmy system stypendialny, nagradzamy najlepsze klasy wycieczkami. Jest to droga którą obraliśmy całkowicie świadomie 5 lat temu i z której nie zamierzamy zbaczać ani na jotę, a życie obiektywnie zweryfikowało, który punkt widzenia na finansowanie oświaty jest właściwy.
Ale wrzesień to nie tylko sprawy edukacji. To również kolejna rocznica wybuchu II wojny światowej. Historia polskiego września była od początku zakłamywana, będąc przedmiotem manipulacji i instrumentem rozgrywek politycznych. Począwszy od agresorów, poprzez sojuszników, rząd emigracyjny, a na władzach komunistycznych kończąc, wszyscy przedstawiali odpowiadającą własnym interesom historię tej batalii, kiedy osamotniona Polska dawała odpór przeważającym siłom wroga. Niezaprzeczalnym faktem jest, że 1 września Niemcy napadły na Polskę, ale warto też pamiętać, że rozkaz do opracowania ataku na Polskę wy dał Hitler w kwietniu 1939, a więc już po brytyjskich, jak się okazało wiarołomnych, gwarancjach bezpieczeństwa i ogłoszeniu wzajemności przez stronę polską, że po zakończeniu rozprawy z Polską Hitler, chcąc uderzyć na zachód, musiał mieć pewność spokojnej wschodniej granicy, co niemożliwe byłoby bez paktu Ribbentrop – Mołotow, że 17 września w chwili, gdy realizowany był plan odwrotu za Wisłę i oparcia obrony na linii tej naturalnej przeszkody, został zadany Polsce cios w plecy, który przesądził o losach kampanii wrześniowej, że ogłoszona 29 sierpnia mobilizacja powszechna została przesunięta w czasie po naciskach aliantów, nie chcących drażnić Hitlera i liczących na uratowanie pokoju (wydaje to druzgocącą ocenę naszym sojusznikom, ponieważ wojska niemieckie już 25 sierpnia były w pełnej koncentracji na pozycjach wyjściowych do ataku, który pierwotnie miał nastąpić 26 sierpnia) co fatalnie odbiło się na zdolnościach operacyjnych polskiej armii, że Hitler atakując Polskę zaryzykował, osłabiając zachodnia flankę, z nadzieją, że nasi sprzymierzeńcy nie ruszą nawet palcem w naszej obronie. I jeszcze jedna uwaga – Polska w 1939 roku, mimo osamotnienia, wypełniła z nawiązką swoje zobowiązania sojusznicze. Z powodu przedłużenia kampanii w Polsce i konieczności odbudowania zapasów Hitler został zmuszony do przełożenia planów ataku na Zachód z jesieni 1939 roku na lato 1940 roku. Daliśmy naszym sojusznikom bezcenny czas, mnóstwo czasu. Można szukając przyczyn klęski wrześniowej dopatrywać się błędów w polskiej polityce zagranicznej, czy wizjach dotyczących obronności naszego kraju, ale to, że przez kunktatorstwo i krótkowzroczność nie wykorzystano osłabienia zachodnich granic Niemiec we wrześniu 1939 oraz zmarnowano 9 miesięcy czasu podarowanego przez Polaków, w efekcie czego wojenna pożoga ogarnęła na 6 lat niemalże cały glob, obciąża bez wątpienia sumienia ówczesnych aliantów.