Pisane na urlopie

 

Właśnie zacząłem urlop. Chcąc jednak podtrzymać regularność pojawiania się wpisów na blogu oraz starając się zachować pewną samodyscyplinę uznałem, że powinienem znaleźć chwilę czasu na skreślenie tych kilku słów.

Ponieważ jest to mój pierwszy urlop od początku kadencji, muszę sobie szybko przypomnieć, co można robić z taką ilością wolnego czasu. Mam jednak nadzieję, że moja pamięć w miarę sprawnie podała temu wyzwaniu :)

Ale bardziej serio. Gdy objąłem urząd wójta od początku zakasałem rękawy i zabrałem się do pracy, nie chcąc zawieść Państwa zaufania. A czekał mnie ogrom pracy. Ogrom! Na początku musiałem, w  bardzo krótkim czasie, nauczyć się wielu, zupełnie nowych rzeczy. To był okres bardzo intensywnego wysiłku, ale dzięki samozaparciu i pomocy wielu życzliwych ludzi  udało mi się osiągnąć zakładane cele. Człowiek oczywiście uczy się całe życie, jednak teraz swoją wiedzę mogę rozbudowywać na solidnych fundamentach, stworzonych właśnie w pierwszym okresie sprawowania urzędu. Ostro „z kopyta” postanowiłem zabrać się też do spełnienia przedwyborczych zobowiązań, aby udowodnić, że nie były to czcze obietnice. Mam nadzieję, że mi się to udało. Lecz praca wójta to nie tylko realizacja urzędniczych zadań, to także, a może przede wszystkim, spotkania z ludźmi, nie zawsze łatwe, często bardzo wyczerpujące. Zapewniam, że każdy problem, z którym zwracają się mieszkańcy traktuję poważnie. Nie  wszystko jestem w stanie załatwić, ale wiedza na temat tego co  mieszkańców nurtuje, trapi, co im przeszkadza, co chcieliby zmienić, jest niezwykle pomocna w mojej  pracy i korzystam z niej przy planowaniu kolejnych działań, czy inwestycji.

Dopiero po wielu miesiącach na stanowisku wójta zdecydowałem skorzystać z urlopu, w poczuciu, że uczciwie na niego zasłużyłem, mając jednocześnie świadomość, że dłużej organizmu nie da się oszukać i kiedyś trzeba znaleźć chwilę na regenerację sił, fizycznych i psychicznych. Oczywiście daleki jestem od narzekania. Ubiegając się o stanowisko wójta, wiedziałem z czym to się wiąże. Był to mój w pełni świadomy wybór, którego nie żałuję, a praca na rzecz naszej społeczności daje mi wiele satysfakcji .

 

Chociaż jestem na urlopie, nie potrafię całkowicie uciec od spraw związanych z moją funkcją. Co jakiś czas łapię się na tym, że mimowolnie snuję plany kolejnych inwestycji, analizuję swoją pracę, szukam rozwiązania jakiegoś problemu dotyczącego gminy. Mimo wszystko staram się jednak większość swojego czasu poświęcić tym, którzy w ostatnim okresie najbardziej odczuwali konsekwencje mojego zaangażowania zawodowego - moim najbliższym. Szczególnie ważny jest dla mnie czas spędzony z moimi dwoma pociechami. Teraz mogę się z nim wspólnie pobawić, pożartować, poczytać im jakąś książkę. To dla mnie optymalny, a jednocześnie wyjątkowo miły sposób „ładowania akumulatorów.”

Oczywiście nie mogę sobie pozwolić na zbyt długi urlop, dlatego próbuję maksymalnie wykorzystać każdą godzinę z tych kilku wolnych dni, aby później ze wzmożoną energią stawiać czoła nowym wyzwaniom. A tych przecież w naszej gminie nie brakuje... Ale o tym może następnym razem.

 

» Wyślij komentarz
Email (nie będzie widoczny)
Nazwa
Tytuł
Komentarz
 Pozostało znaków
» Brak komentarzy
Nie ma tu jeszcze komentarzy.